Od III LO do Antarktyki

Po biol-chemie można robić szalone rzeczy i nie tylko … – to słowa pani Olgi Łuczak, absolwentki III LO.

Najpierw była pocztówka z pozdrowieniami, a dziś te niezwykłe lekcje z Olgą. Robaczki z 3h i 4b oraz ja byliśmy zachwyceni spotkaniem na temat rocznego pobytu Olgi w Polskiej Stacji Antarktycznej im. H. Arctowskiego na wyspie króla Jerzego. Co tam robiła nasza absolwentka? Liczyła osobniki słoni morskich, fok Weddella, lampartów morskich, uchatek, obrączkowała pisklęta i lokalizowała gniazda kormoranów, oceanników i wydrzyków (które polują na pisklęta pingwinów, a w razie głodu zjadają swoje własne młode). Obserwowała i liczyła populacje czterech gatunków pingwinów, które okazują się bardzo ciekawskie, towarzyskie, ale delikatnie mówiąc niezbyt ładnie pachnące 😉. Olga prowadziła także ochronę czynną, polegająca na usuwaniu inwazyjnego gatunku – wiechliny rocznej, która u nas jest pospolitą trawą. Niestety jej nasiona zostały przez ludzi wiele lat temu przeniesione na butach i od tej pory szybko się w tej części Antarktyki rozprzestrzenia. Olga wielokrotnie miała bardzo bliski kontakt z humbakami i płetwalami, co dostarczyło jej niesamowitych wrażeń na całe życie. Ponadto przeżyła dwa trzęsienia ziemi oraz dwa alerty o tsunami, a wiatr przekraczał czasami prędkość 160 km na godzinę. Obserwowała z bliska pływające góry lodowe, a jedna z największych miała powierzchnię Poznania.

Antarktyka, jak mówi Olga, to dzika i niezwykła kraina lodu, wiatru i kamieni. To jej przygoda życia, a zjedzenie świeżego pomidora po pół roku na zawsze pozostanie w jej pamięci.

Ja jestem pod wrażeniem i dumny ze swoich obecnych i dawnych Robaczków!!! Bo po biol-chemie w III LO można wiele, czyż nie? Tylko się uczyć, a co przyniesie życie? Nie wiadomo …

Życzę Wam rozwijania pasji i realizacji najróżniejszych marzeń oraz wspaniałych biologicznych przygód.

Z biologicznymi pozdrowieniami, Jacek Pawłowski